sobota, 29 czerwca 2019

Gościnny wpis kolegi Sławomira z fanpage'a Motoshow 1/43-W hołdzie spalinowej motoryzacji....

Kiedy Hubert- twórca tego bloga zaproponował mi gościnny wpis, nie bardzo wiedziałem co mógł bym napisać. O jakim moim modeliku? Jednak lampka nad moją głową zapaliła się o wiele szybciej niż myślałem. W niedalekiej przyszłości sam zamierzam stworzyć bloga, więc dlaczego by nie zrobić wstępu w formie zachęty właśnie u Huberta.
Motoryzacja w rzeczywistych rozmiarach zmierza powoli w kierunku całkowitego zastąpienia silnika spalinowego napędem elektrycznym. Właśnie mój blog będzie pewnego rodzaju oddaniem hołdu napędowi spalinowe u i jego twórcom, jednak nie w sensie dosłownym, tylko poprzez przypomnienie tych pojazdów, które zasługują na pamięć oraz Nasz podziw. Przeniesiemy się przez dziesięciolecia XX wieku, kończąc na latach współczesnych. Dużo jest w świecie motoryzacji ciekawych samochodów, każdy znalazł by jakieś przykłady dla siebie. Nie chcę wykorzystywać gościnności :), więc opiszę dwa przykłady. Będą to Ford model T oraz Citroën SM.
 Do samochodów pałam wielką pasją od momentu, którego nie jestem w stanie nawet pamiętać. Modele w skali 1:43 jak i książki i czasopisma motoryzacyjne traktuję jako pewnego rodzaju spełnienie. Blog ten ma tematykę modeli, więc przy nich pozostanę. Wszystkie moje "samochodziki" są dobierane pieczołowicie, według starannie sporządzonej listy, a nie na zasadzie zapychania półek.
Ford model T powstał w początku XX wieku i jako jeden z pierwszych samochodów wniósł do motoryzacji bardzo wiele. W tych czasach każdy zaczynał wszystko od zera bez żadnych wzorców. Nie było kogo naśladować. Ford ten jako pierwszy powstawał na zautomatyzowanej linii produkcyjnej, czyli seryjnie. Nie nastąpiło to od razu w momencie prezentacji tego modelu, jednak liczy się sam fakt historyczny. Prócz tego szczególnego pionierskiego rozwiązania było to auto bardzo długo produkowane, od 1908 do 1927 roku, a więc pierwszy rekordzista obok VW Garbusa i innych. W końcach produkcji był już bardzo przestarzały, jednak Henry Ford nie zgadzał się na zastąpienie go nowszym modelem. Według niego był to dobry, sprawdzony i tani produkt, Henry nie szedł z postępem. Do modelu T przypisany powiedzenie, że można zamówić go w każdym możliwym kolorze, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny. 
Modelik, który kupiłem do swojej kolekcji wyprodukował Minichamps. Tematycznie jest on bardzo poprawny, co jest oczywiste dla tego producenta. Przedstawia on odmianę z środka okresu produkcyjnego - 1914 rok. W przyszłości dojdzie jeszcze wersja Runabout z Whitebox.



Citroëna SM, zaprezentowanego w 1970 roku można podziwiać za całokształt. Jest oryginalny pod względem stylistycznym jak i konstrukcyjnym. Robert Opron, który go zaprojektował, zadbał o liczne smaczki i ciekawe detale. Najbardziej rzuca się w oczy szklana osłona reflektorów z przodu, a za nią sześć kwadratowych reflektorów (tylko w wersji europejskiej), oraz jak w DS-ie po 1973 roku zewnętrzne skręcaly razem z kołami. Przednie koła miały szerszy rozstaw od tylnych, tylne boczne szyby miały kształt trapezu. SM dostał silnik z Maserati, od firmy z którą związał się na krótko w 1968 roku. To co najciekawsze to system wspomagania kierownicy. Koła na postoju zawsze powracały do kierunku na wprost.
Modelik w tym przypadku pochodzi od tańszego producenta. Jest nim IXO wydane przez wydawnictwo "Atlas". Wszystkie ważne tematy dla tego auta zostały bardzo starannie pokazane w modeliku i według mnie nie ma sensu kupowanie droższego odpowiednika innej firmy.
Mam nadzieję, że mój gościnny wpis spodobał się Wam Czytelnikom. Być może pojawię się w niedalekiej przyszłości z własnym blogiem. Dziękuję Hubertowi i Wam za uwagę. 
         Pozdrawiam! 
Sławomir z Motoshow 1/43


*Oświadczam że zdjęcia i tekst użyte w tym wpisie są autorstwa Sławomira Aldag z Motoshow 1/43 (jak ktoś chce niech kliknie W ten napis przekieruje wtedy ciebie czytelniku na fanpage kolegi)

sobota, 25 maja 2019

Delorean DMC-12¬ Wehikuł Przyszłości według Johna Deloreana

     Już dawno mnie tutaj nie było-codzienne obowiązki, brak weny, jednak wreszcie wracam z nowym wpisem, więc zaczynam modelikiem który jest u mnie już od roku. Jak każdy modelik w mojej kolekcji jest niezmiernie ważny i nie pojawił się z przypadku. Tytuł jest umowny i odnosi się do roli w filmie i twórcy auta. Oto Dealorean DMC-12 produkcji Vitesse... 
-Jeśli moje przypuszczenia są trafne, jeśli przekroczy 140km/h będzie się działo-powiedział Emmett Brown
Po chwili zapina psa Einsteina i zamyka drzwi, następnie zdalnie nakierowuje go na siebie, auto się rozpędza i znika...
-Ha, a nie mówiłem-punktualnie o 1:20 dokonało się pierwsze przeniesienie w czasie
-Momencik, twierdzi pan że zrobił pan z Deloreana wehikuł czasu?-spytał się Marty
-Jak budować wehikuł czasu to z klasą! Zresztą dzięki konstrukcji z nierdzewnej stali... Uwaga!... Wtem z przeszłości nadjeżdża zimna jak lód DMC-12-tka z wcześniej wymienionym psem. Jemu nic nie jest a zegarek Einsteina późni się o dokładnie 1 minute!   
Wprowadzenie do dalszej recenzji mojego modeliku to nic innego jak dialog z pierwszej części trylogii "Powrotu do Przyszłości" gdy pierwszy raz pod galerią handlową przeniesiono w czasie psa Einsteina o 1 minutę wehikułem o napędzie elektrycznym z kondensatorem napędzanym plutonem. Żeby wprowadzić klimat drugie zdjęcia to właśnie scena rozpędzania się kultowego wehikułu czasu.Jest to też jedna z moich ulubionych serii filmowych i pierwsza w której ujrzałem Deloreana oraz od obejrzenia tych filmów zaczął mi się ogromnie podobać.  
        
   Delorean swoją sławę zawdzięcza właśnie dzięki głównej roli w trylogii. John Delorean, pracownik General Motors, który prowadził pracę między innymi nad Pontiaciem Firebirdem dostał propozycje zostania szefem na wysokim stanowisku. Lecz ją odrzucił i zaczął pracę nad swoim wymarzonym autem typu sport coupe. Pierwsze szkice i nadwozie Deloreana zaprojektował legendarny Giorgetto Giugiaro, który wykorzystał swój starszy projekt nadwozia dla Porsche 928, które Porsche odrzuciło, podobnie było z Peugeotem 406 coupe którego linie w rzeczywistości pochodziły od odrzuconego przez Ferrari projektu Pininfariny. W 1979r został zaprezentowany prototyp DMC-12 o nazwie DSV. Był to pierwszy krok ku powstaniu seryjnego DMC-12. Ten w produkcji pojawił się w 1981, charakteryzował się kształtem klina,który był widywany w tamtych czasach na Lotusie Espricie czy Lamborghini Countach i Diablo. Oprócz niego pojawiły się drzwi w formie "skrzydeł mewy" znanych z Mercedesa 300SL. Delorean jak na swoje lata wyglądał nowocześnie i elegancko, linia klina połączona z karoserią z nierdzewnej nielakierowanej stali robi wrażenie do dziś. Z przodu pojawił się prosty pas złożony z grilla z poziomymi lamerkami i podwójnymi kwadratowymi lampami, z tyłu poza wyłupiastą linią tyłu pojawiły się światła o strukturze plastra miodu oraz nazwa marki z jednej strony zderzaka. Jednostka napędowa która napędzała coupe pochodziła z aliansu Peugeot-Citroen-Volvo, czyli umieszczona centralnie jednostka V6 o mocy 130KM. Ciekawostką może być to że na początku się nie mieścił do nadwozia Deloreana, tu z pomocą przyszedł Colin Chapmann który wykorzystał ramę Lotusa Esprita aby silnik się zmieścił. Pierwszym rokiem produkcji był 1981, wtedy zaczęto produkować DMC-12-tki w Irlandii Północnej i wysyłać do USA. Popyt był większy niż zakładano, więc z czasem zwiększono produkcję, lecz wraz z zwiększeniem produkcji spadła jakość oferowanych aut co poskutkowało spadkiem sprzedaży i wstrzymaniem produkcji w lutym 1982r. Nawet próbowano urozmaicić ofertę zmieniając wnętrze i felgi lecz to w niczym nie pomogło. Do tego doszedł jeszcze kryzys paliwowy w tamtym okresie i wzrost wartości funta co ostatecznie wybiło Deloreana z rynku. Rok później w 1983 zakończono jego produkcję-z wynikiem 8583 szt. Przypomniał mi się tym samym cytat z "Gwiazd Czterech Kółek" gdy Patryk Mikiciuk jadąc DMC-12 powiedział "Niech to filmowe marzenie pozostanie marzeniem" ponieważ Delorean często się psuł, i komfort jazdy nie był taki jaki oczekiwał. Ja nadal o takim marze choć silnik pochodzi z Francji, trochę części z Anglii to Delorean umie przyciągnąć właśnie tą linią nadwozia.
Wyrób marki Vitesse jest według mnie bardzo dobry, przedstawia cywilnego Deloreana a nie filmowego, czyli nie ani kondensatora ani kabli pociągniętych na zewnątrz ani tym bardziej kół jak z pociągu czy ustawionych poprzecznie ale i tak ma ducha filmowego DMC-12, w końcu to ten sam Delorean tylko bez filmowych dodatków. I to mi się w nim bardzo podoba, dlatego wybrałem cywilnego i jest to i będzie przez to jedynym modelik DMC-12 w mojej kolekcji, zresztą w 100% mnie satysfakcjonuje a to najważniejsze przez to nie muszę mieć w kolekcji wiernych kopii aut filmowych jak nawet i cywil ma ten klimat. Linia boczna jest odwzorowana bardzo dobrze, mamy ładnie zaakcentowane linie podziału karoserii, naklejony i ładnie odwzorowany zamek, a otwierane drzwi dodają realizmu i jednocześnie przez to modelik ma swój klimat. Jeśli miałbym wybierać teoretycznie następcę auta byłoby to BMW I8-jedne z 20 kilku BMW które lubię, bardzo lubię lub uwielbiam, ma podobny styl, jest futurystyczny i ma otwierane do góry drzwi, choć linią nadwozia nawiązuje do M1, to i tak zwłaszcza w szarej kolorystyce ma ducha prezentowanego auta. To przemyślenie nasunęło się po przeczytaniu artykułu w Auto Świecie porównującym oba auta, legendę z Powrotu do Przyszłości i jedne z najpiękniejszych według mnie BMW. Wracając do modeliku on też ma swoje wady jak i ten w skali 1:1, przede wszystkim szpary wynikające z otwieranych drzwi nie są za duże co mnie cieszy i akceptuję tą wadę. Druga to czarne kropki na lakierze które zauważyłem dopiero podczas przeglądania zdjęć, a trzecia wyraźne odcięcia lakieru od reszty karoserii. Przód i tył są jasno szare wpadające w kolor środka choć może to być tylko kwestia światła, jak stoi w gablocie nie rzuca się to w oczy i ten lakier na przodzie i tyle tworzy spójną całość z środkową partią. Z tyłu mamy pięknie odwzorowane lampy o strukturze plastra miodu, naklejony równo napis Delorean i ładnie pomalowane na czarno zderzaki. Maska z tyłu auta która przywodzi na myśl stare Lamborghini też jest dobrze odwzorowana. Kierunkowskazy są pomalowane po prostu pomarańczową farbą co można i zauważyć w AutoArtach, dla jednego jest to wada, dla drugiego jest to akceptowalne, ja należę do tych drugich, nie przeszkadza mi to akceptuję w tym modeliku każde uproszczenie. Wnętrze jest bardzo dobrze odwzorowane, mamy zegary i resztę pomalowaną na szaro, dodatkowo fotele z wzorem jak w oryginale i ładnie odwzorowane wycięcia na desce roździelczej. Dlaczego akurat ten modelik zaparkował w mojej kolekcji? Po pierwsze bardzo lubię większość aut typu coupe łącznie z tymi klinowatymi z lat 80. Po drugie według mnie Delorean ma pię kną bryłę i uwielbiam go za to, szkoda że za tym nie poszła technika. Po trzecie sentyment który rozpoczął się od obejrzenia pierwszej potem kolejnego filmu z serii Powrót do Przyszłości, gdzie jest wehikułem czasu wtedy zacząłem go bardzo lubić, następnie gdy cywilny pojawił się w bardzo oglądany przeze mnie programie "Fani Czterech Kółek" gdzie ściągali do niego oryginalne, nowe części z zakładów DMC i gdy Edd China go odnawiał, wtedy już zacząłem go uwielbiać i zapragnąłem w kolekcji posiadać nie filmową a tylko cywilną odmianę tego auta. Z czasem też się pojawił wspomniany wcześniej artykuł w Auto Świecie z BMW i8 i Deloreanem z którego wynikało że pod jakimś względem współczesnym następcą Deloreana mógłby zostać BMW I8, także futurystyczne i dziś, też jest miejsce dla niego w mojej kolekcji. A modelik DMC 12 z Vitesse bardzo polecam, jest warty kupna nie tylko przez swój klimat Ale także przez ogólne odwzorowanie które jest na naprawdę dobrym poziomie mogę rzecz że i na bardzo dobrym, wady które omówiłem są mało widoczne, a modelik satysfakcjonuje mnie wykonaniem i nie zamieniłbym go na innego albo filmowego albo Minichampsa w tym przypadku!
Dziękuję za przeczytanie!
Do następnego wpisu;-)







Na koniec podaje wam link do bardzo ciekawego artykułu z Auto Świata o Dealoreanie DMC-12 i BMW i8-pt.Wehikuły Czasu (wystarczy kliknąć w "Dealorenie DMC-12)
*Oświadczam że kadr z filmu jako jedyne zdjęcie z tego wpisu nie jest mojego autorstwa, źródło napisane na zdjęciu. A wszystkie zdjęcia sygnowane Modele Huberta są mojego autorstwa 

sobota, 22 grudnia 2018

Nissan Skyline 2000 Turbo GT-ES 1/43 DISM-Chwilowa zmiana warty w gamie Skyline'a

Tym razem mam przyjemność przedstawić wam jeden z najciekawszych modeli z mojej kolekcji. Nissana Skyline'a piątej generacji stworzonego przez markę DISM. Modelik zdobyłem na jednej z moich ostatnich Giełd Modeli.
Nie warto też z tej okazji nie wspomnieć, że sam blog przeszedł gruntowną przemianę. Efektem tego jest zupełnie nowy wygląd mam nadzieję przyjemniejszy dla oka, oraz tło które po lekkich obróbkach Piotra z bloga Kolekcja 1/43 (za co mu dziękuję!) wygląda o wiele lepiej niż na początku. Pojawiła się także opcja tłumaczenia bloga na różne języki oraz polecane i popularne posty. 
Ta wersja w gamie Skyline C11 jest szczególna. Obok czterodrzwiowego sedana i praktycznego kombi powstawało także kanciaste coupe, podstawowe wersje wyposażono w silniki 1.6 i 1.8 TI odpowiednio o mocy 95 i 115 KM, opisywana piąta odsłona weszła na rynek japoński w sierpniu 1977r. Trzy lata później, powstał także topowy model, który na chwilę zrzucił z sceny legendarnego GT-Ra, powodem tego też był kryzys paliwowy. Nowy model zamiast oznacznia GT-R otrzymał GT-ES. Auto charakteryzowało się zwartą, kanciastą i dynamiczną sylwetką, podkreśloną pasem w kontrastującym kolorze w stosunku do nadwozia. Lusterka znajdowały się na masce, wymuszone zostały przez przepisy. Zkolei znak rozpoznawczy serii Skyline i późniejszych GT-Rów pozostał-cztery okrągłe tylne lampy. Jednocześnie przetłoczenie z boku dodały autu uroku. Ta generacja Skyline'a była też pierwszą w której zastosowano prostokątne przednie lampy. Wersja GT-ES była jednocześnie pierwszym turbodoładowanym japońskim samochodem i tym samym pierwszy z serii Skyline. Topowa wersja był oferowana z silnikiem 2.0 LT o mocy 145KM, turbodoładowany silnik był odzewem na nowe normy spalin. Na zagraniczne rynki Skyline'a sprzedawano jako Datsun 240K/280K i 240C/280C. Z czasem dokładnie w 1987r seria C11 ustąpiła miejsce serii R30. I wraz z tym wydarzeniem dawna nazwa GT-R znów wróciła na rynek, a GT-ES odszedł w niepamięć. Z czasem człon GT-R stawało się coraz bardziej niezależne od serii GT-R, aż w 2008r zaprezentowano Nissana GT-R R35, pierwsze auto z tej serii bez członu Skyline, a nazwa Skyline przetrwała tylko w Japonii jako japońska wersja Infiniti Q50.
 
Modelik wykonany przez DISM prezentuje się rewelacyjnie. Jedyną wadą mojego egzemplarza jest przybrudzenie dachu i chropowaty nalot na bagażniku. Wad merytorycznych modelik nie posiada. Wykonanie cieszy, auto jest dopracowane w szczegółach. Białe nadwozie z czarnymi pasami bardzo dobrze pasuje do charakteru Skyline'a. Jedyne co ma uproszczone to przednie kierunkowskazy pomalowane żółtą farbą. Modelik posiada także cechę, która najczęściej jest widywana w AutoArtach w tej skali-czyli skrętna przednią oś, dzięki czemu można lepiej zaprezentować modelik na półce lub gablocie. Modelik posiada także wiele ładnie odwzorowanych napisów na nadwoziu typu "2000 GT TURBO" czy też ładnie wystylizowany znaczek "Skyline GT". Posiada także bardzo ładnie namalowane uszczelki. Skyline z DISM wyróżnia się także jeszcze jedną funkcją-można włączyć przednie i tylne lampy, co wygląda efektownie (pokazane w galerii). Czteroosobowe wnętrze jest bardzo ładnie odwzorowana-ładnie wykonana deska rożdzielcza ze wszystkimi wskaźnikami, białe fotele z nadrukiem, i bardzo ładnie odwzorowany tunel środkowy. Jako oddzielny element zastosowano tu klapke wlewu paliwa i klamki, co jeszcze bardziej polepsza prezencję modelika. Modelik nie jest zalany farbą wszystkie przetłoczenia są idealnie widoczne. Z przodu pojawił się fototrafiony znaczek, a chromy są pokryte szarą farbą. Przechodząc do tyłu można zauważyć że wszystkie emblematy są idealnie odwzorowane. Felgi także są na plus-są ładnie odwzorowane i posiadają czerwony znaczek. W podwoziu zastosowano pomalowany na szaro układ wydechowy. 
Podsumowując modelik jest świetny i warty zakupu. Zachwyca odwzorowaniem, ciekawostkami w tej skali oraz ogólnym wrażeniem, w tym przypadku biały kolor procentuje. I prezentuje też najciekawszą odmianę kanciastego Skyline'a, która zatraciła w stosunku do poprzednika wersje GT-R oferując w chwilowej zmianie warty wersją GT-ES. W mojej kolekcji jest to jak narazie jedyny modelik z DISM, ale napewno nie ostatni. Modelik polecam fanom tego modelu, japońskiej motoryzacji oraz tym którym ten model bardzo przypadł do gustu jak mnie.




Oraz ostatnie ujęcia z zapalonym lampami!


         
I na koniec z racji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim czytelnikom mojego bloga Wesołych, miłych i szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia spędzonych w gronie rodziny! A także życzę dużo prezentów pod choinką! A jeśli pojawi się w nich modelik w skali 1:43 to zapraszam do pochwalenia się nim na grupie Modele w skali 1:43 którą prowadzę! 
Pozdrawiam wszystkich czytelników i Wesołych Świąt

Posted by Hubert Lubnicki

niedziela, 9 grudnia 2018

Audi TT III Roadster 1/43 I-scale-nowe wcielenie najmniejszego roadstera Audi

Pogoda podczas pisania tego wpisu aż nastraja, aby przedstawić wam jeden z kilku moich cabrioletów/roadsterów (różni się jeden od drugiego tym że cabrio jest cztero- a roadster dwuosobowe) z mojej kolekcji. Jest to też mała zapowiedź jednego z przyszłych wpisów o jego większym bracie czyli R8 który na pewno kiedyś u mnie zagości. Jest to też drugie przedstawione tutaj Audi po pierwszym wpisie o Audi RS6 C6 Avant. A akurat jeśli chodzi o tą markę lubię bardzo i te starsze i te najnowsze modele Audi więc to na pewno nie ostatni wpis o tej marce na łamach mojego bloga.
Historia serii TT rozpoczyna się w roku 1998, gdy zaprojektowano zaprojektowane przez Petera Shreyera coupe na bazie modelu A3. W 2003r do gamy dołączył roadster. Auto od tamtego czasu wręcz zyskiwało fanów i jego bryła jest niezmienna aż do dziś, ani się prawie nie starzeje. Opisywana trzecia generacja TT zadebiutowała na Geneva Moto Show 2014 jako coupe, tego samego roku zaprezentowano w Paryżu wersję Roadster oraz usportowione TTS o mocy 310KM. Dach w szykownym roadsterze otwiera się i zamyka w 10s. Całkowicie nowe wnętrze otrzymało Virtual Cocpit na który składa się ekran o przekątnej 12,3 cala zastepujący zegary.
Spore zmiany objęły też przód-nowe Led-y o kształcie inspirowanym występującym w Le Mans R18 E-tron, nowa większa, bardziej kanciasta wersja grilla Single Frame. Logo pojawiło się nad grillem co nawiązuje do większego R8. Tył to zkolei nowy dyfuzor nawiązujący do I generacji, nowe agresywniejsze lampy połączone linią łączącą je. Nad nim pojawił się wyraźny spojiler. Roadster tak samo jak i coupe, ma niezmienną linie nadwozia, uzupełniona bardziej wyrażnymi przetłoczeniami, linia nadwozia pozostała obła. Pozostał też detal z pierwszej generacji modelu-szara klapka wlewu paliwa z napisem TT. Z tyłu pojawiły się także połączone lampy. Czyli auto z jednej strony zachowało cechy pierwszej generacji, a z drugiej jest dużo agresywniejsze i w detalach nawiązuje do R8. Topowa 400-konna wersja TT odmiana RS zadebiutowała w 2016r. Produkcja tej wersji TT trwa do dziś. A w sierpniu 2018 pokazano pierwsze zdjęcia TT po face lifcie.
Model, który został wykonany przez I-scale dla serii Audi Collection (wersje dealerskie) prezentuje się świetnie. Żółty lakier charakterystyczny dla TT kultywuje tylko to wrażenie. Jednak modelik ma parę wad-niedokładnie pomalowany na czarno dokładka przedniej szyby, lekkie niedokładności w niektórych miejscach żółtym lakierem i jeden z reflektorów lekko zapaćkany klejem. Poza tym model bardzo mi przypadł do gustu. Bryła jest odwzorowana wręcz idealnie tak jak i przetłoczenia. Loga Audi są fototrafione zkolei reszta oznaczeń jest namalowana. Wnętrze choć jest czarne ma wiele detali obok kierownicy są wloty klimatyzacji, ładnie wykończone fotele. Grill posiada chromowaną obwódke która jest ładnie odwzorowana. To samo mogę powiedzieć o felgach które są dokładnie zrobione jak to z I-scale bywa. Jednym A ciekawych detali jest właśnie klapka wlewu paliwa która jest szara i posiada ładnie wytłoczone logo TT. Z przodu jak i z tyłu są też wyraźnie zaznaczone zaślepki. Wykończenie lamp też jest bardzo dobre, poza jedną lampa nie mam się do czego przyczepić. Nawet zderzaki są ładnie wykończone. Nie ukrywając według mnie ta generacja TT jak i pierwsza bardzo przypadła mi do gustu i bardzo podoba mi się zwłaszcza że jego design się wyostrzył. Modelik przyjechał do mnie w oryginalnym pudełku nawet z ochronną folią. Podsumowując modelik jest wykonany bardzo dobrze i choć na swoje wady to jednak większość nie jest widoczna na pierwszy rzut oka i nie razi jakoś, jest bogaty w detale, ładnie wykonany, ma świetny lakier i udało się go zdobyć w rozsądnej cenie. I powtórzę jest to według mnie jedna z najładniejszych TT-ek w historii i polecam modelik fanom cabrioletów i TT-ek.







Posted by Hubert Lubnicki

Gościnny wpis kolegi Sławomira z fanpage'a Motoshow 1/43-W hołdzie spalinowej motoryzacji....

Kiedy Hubert- twórca tego bloga zaproponował mi gościnny wpis, nie bardzo wiedziałem co mógł bym napisać. O jakim moim modeliku? Jednak l...